piątek, 24 kwietnia 2009

No i cud się stał! Cisza nie jest już w moim domu gospodarzem. 8 dni omijania się na odległość i w czasie. Wiadomo było, że kiedyś się pogodzą, bo nawet trochę przyjemne było oglądanie państwa P. jak za sobą tęsknią, jak chcieliby pogadać wypić kawę w tych swoich, od zawsze tych samych kubkach. Słowem klucz w całej sytuacji jest "Duma". Boże chroń przed tą chorobą. Szacunkowi mówimy stanowcze TAK! Ale wyraz "Duma" brzmi tak, jakby w nim samym była już zakodowana konieczność wypowiadania go przynajmniej z wysokości 4 metrów ponad głowami wyznawców i poddanych. W każdym razie już jest dobrze. Koniec "aktywnego protestu" - przynajmniej na chwilę. Slalom gigant w domu nie jest najlepszym sportem. Póki co, może zajmę się szlifowaniem slalomu na rolkach, ale to dopiero po zmroku, żeby moje mistrzowskie umiejętności nie zdeprymowały nieprzygotowanych na ten spektakl widzów...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz