piątek, 24 kwietnia 2009

No i cud się stał! Cisza nie jest już w moim domu gospodarzem. 8 dni omijania się na odległość i w czasie. Wiadomo było, że kiedyś się pogodzą, bo nawet trochę przyjemne było oglądanie państwa P. jak za sobą tęsknią, jak chcieliby pogadać wypić kawę w tych swoich, od zawsze tych samych kubkach. Słowem klucz w całej sytuacji jest "Duma". Boże chroń przed tą chorobą. Szacunkowi mówimy stanowcze TAK! Ale wyraz "Duma" brzmi tak, jakby w nim samym była już zakodowana konieczność wypowiadania go przynajmniej z wysokości 4 metrów ponad głowami wyznawców i poddanych. W każdym razie już jest dobrze. Koniec "aktywnego protestu" - przynajmniej na chwilę. Slalom gigant w domu nie jest najlepszym sportem. Póki co, może zajmę się szlifowaniem slalomu na rolkach, ale to dopiero po zmroku, żeby moje mistrzowskie umiejętności nie zdeprymowały nieprzygotowanych na ten spektakl widzów...

czwartek, 9 kwietnia 2009

prostota

znów powiem to co zawsze w takich sytuacjach. Czemu wszystkie relacje z ludźmi są takie pokomplikowane. Czemu nic nie może być tak jasno i prosto bez podtekstów i bez intryg. Nawet najmniejsze bzdety potrafią się stać przedmiotem focha z przytupem - normalnie jak na kreskówce. I znów zadam pytanie, które zdarza mi się zadawać ostatnio bardzo często - Po co? mój wrodzony pragmatyzm każe mi jakoś doszukiwać się konstruktywnej odpowiedzi. Możliwe powody takich zachowań:
a. dla zabawy;
b. dla pokazania że można zmienić świat i ludzi jednym zadarciem nosa;
c. dla zaspokojenia odwiecznego pragnienia drzemiącego w niektórych - domagającego się by życie było wielowątkowe jak telenowela (osobiście znam lepsze sposoby niż foch);
d. dla pognębienia bliźniego swego;
e. BO TAAAAK!!!;
f. żeby być w centrum;
g. wszytkie odpowiedzi są mozliwe jednocześnie.
no i co? PHI!