Jeśli tak ma wyglądać wiosna to ja - jako rambo - się poddaję. Trochę to tendencyjne tak gadać o pogodzie, ale to akurat ma dzisiaj na mnie duży wpływ. Dom pusty. Za oknem śnieg grad albo jeszcze, co innego, a ja nie robię nic. Wrodzone lenistwo i naiwność skazuje mnie na myślenie, że zapał do pracy przyjdzie sam, a dzień nie upłynie tak bezproduktywnie jak do tej pory... Nawet ten post jest lichą namiastką stworzenia czegoś konstruktywnego w czeluściach mojego mózgu. Jakby to mogło coś zmienić... Zapchajdziura jak wiele innych... Kawa już wystygła- próbuję nie słodzić. Złapałam się ostatnio na tym, że już 4 łyżeczki białej śmierci mi nie wystarczają, żeby była jakaś przyjemność z picia. Nawet Frodzisławskiemu nie chce się wyjść na ogród i wysikać. Mam do napisania dwa teksty - za jeden zupełnie nie wiem jak się zabrać bo mnie wcale nie interesuje a drugi... jakoś się napisze :D 10 czerwonych punkcików miarowo uderzających w klawiaturę jak nigdy dotąd rozprasza - co za paranoja! Chyba jedynym lekarstwem na moje rozkojarzenie będzie joga, medytacja, lewitacja... dewiacja? Maria Peszek na pewno uruchomi nieodkurzane dawno abstrakcje rezydujące, gdzieś w mojej pamięci - inspiracja przyleci razem z gradem...
wtorek, 24 marca 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz